Łączna liczba wyświetleń

sobota, 10 listopada 2012

Oddział 731


            Odkrycie ciał pod ulicami Tokio zmusiło Japończyków do przyznania się, że podczas prac nad rozwojem broni biologicznej przeprowadzali eksperymenty na ludziach. Kto stara się ukryć to wszystko głęboko w tajemnicy?........

Członkowie ekipy budowlanej pracującej w 1989 roku w Shinjuku – dzielnicy Tokio – stanęli jak wyryci, kiedy ich oczom ukazało się ukryte pod chodnikiem składowisko ludzkich ciał. Wiadomość o odkryciu natychmiast obiegła całe miasto, zmuszając władze japońskie do ujawnienia jednej z najbardziej strzeżonych tajemnic II wojny światowej. Kilka metrów od miejsca budowy znajdowało się wojskowe laboratorium generała Shiro Ishii, inicjatora tajnego japońskiego programu rozwoju broni biologicznej, noszącego nazwę Oddział 731.
Ludzkie króliki doświadczalne wykorzystywane do eksperymentów Oddziału 731 pochodziły z obozów w Mandżurii, a do Tokio przywieziono je w celu dalszych badań. Pod koniec wojny ciała zostały w pospiechu złożone w zbiorowym grobie, gdzie pozostawały do 1989 roku. Przez 40 lat japońskim władzom udawało się utrzymać w tajemnicy istnienie Oddziału 731.
Działalność oddziału być może nigdy nie wyszłaby na jaw, gdyby nie przypadkowe odkrycie zapisków jednego z oficerów znalezionych w tokijskim antykwariacie. Znajdował się w nich skrupulatny opis eksperymentów, co stanowiło niezbity dowód na to, że Shiro Ishii i jego zespół przeprowadzali doświadczenia na ludziach.
Młody Ishii był uzdolnionym i ambitnym mikrobiologiem pracującym dla armii. Swoją osobowością zwrócił na siebie uwagę starszych stopniem oficerów, co zapewniło mu szybki awans. Po wejściu w kontakt ze skrajnie nacjonalistycznymi członkami japońskiego ministerstwa wojny, Ishii usilnie starał się ich przekonać o potrzebie rozpoczęcia prac nad bronią biologiczną. Kiedy Japonia zaatakowała w 1931 roku Mandżurię, Ishii dostrzegł swoją szansę. W Beiyinhe, 70 km od miasta Harbin, rozpoczął on swoje przerażające eksperymenty. Do dyspozycji otrzymał 300 ludzi i ogromny budżet, a jego pierwsze zadanie otrzymało kryptonim „TOGO”.

FABRYKI ŚMIERCI

            Znana jako „obóz koncentracyjny Zhong Ma”, pierwsza siedziba Oddziału 731 została zbudowana przez chińskich więźniów i jeńców. W środku obozu znajdował się duży budynek, gdzie przetrzymywani byli więźniowie i gdzie mieściło się laboratorium, w którym eksperymentowano na ludziach. Tych, których wybrano do doświadczeń, określano mianem „Marutas”, czyli „pni”. Wśród więźniów, których liczba przekraczała 500, byli „bandyci”, „kryminaliści” i „osoby podejrzane” Ku ich zdziwieniu wyżywienie było bardzo dobre, dbano także o ich kondycję fizyczną, przeprowadzając regularnie ćwiczenia. Było to działanie podporządkowane okrutnemu celowi – zapewnieniu jak najzdrowszych „okazów” na potrzeby badań. Przeprowadzane tam eksperymenty przechodziły ludzkie wyobrażenie. Kiedy Ishii potrzebował do doświadczenia ludzkiego mózgu, strażnicy chwytali więźnia, obracali go do góry nogami i jeden z nich rozłupywał czaszkę siekierą. Wyciągnięty organ niesiono do laboratorium, a ciało spalano w obozowym krematorium.

Obóz śmierci


            Pierwsze doświadczenia przeprowadzone przez Ishii dotyczyły możliwości wykorzystania zarazków chorób zakaźnych, takich jak wąglik czy dżuma, jako broni. W takcie jednego z testów chińskim partyzantom wszczepiono pałeczki dżumy. Dwanaście dni później większość z nich zmarła z temperaturą 40°C. Na więźniu, który w jakiś sposób przeżył 19 dni, dokonano żywcem sekcji.
            W czasie kolejnych doświadczeń więźniowie byli truci fosgenem albo wstrzykiwano im cyjanek potasu. Niektórych poddawano działaniu prądu o napięciu dochodzącym do 20 000 wolt. Tym, którym udało się przeżyć, wstrzykiwano śmiertelny zastrzyk lub żywcem przeprowadzano na nich autopsję. Każda śmierć była uważnie obserwowana i skrupulatnie opisywana przez członków Oddziału.
            W 1939 roku Oddział przeniósł się do Pingfan w Mandżurii, obozu, który rozmiarem mógł rywalizować z nazistowskim obozem zagłady Oświęcim-Brzezinka. Tutaj Ishii znalazł jeszcze lepsze warunki do pracy. Obóz w Pingfan wielkości 6 km², miał budynki administracyjne, laboratoria, baraki, cele dla ludzkich królików doświadczalnych oraz budynek, gdzie dokonywano autopsji. W trzech ogromnych piecach palono zwłoki. Także w obozie w Mukden, gdzie przetrzymywano jeńców amerykańskich, brytyjskich, australijskich i nowozelandzkich, w tajemnicy przeprowadzano doświadczenia na ludziach. Dużo uwagi poświęcano testom wytrzymałości na zimno. Mróz obniżał skuteczność żołnierzy, dlatego rozebrani więźniowie wystawiani byli na działanie bardzo niskich temperatur. Ich członki okładano kijem, a głuchy odgłos stanowił sygnał, że proces zamarzania dobiegł końca. Następnie ciała były rozmrażane za pomocą różnych technik laboratoryjnych. Inne doświadczenia to wieszanie ofiary głową w dół i obserwowanie, jak długo zajmie jej uduszenie się, czy wstrzykiwanie powietrza, co prowadziło do powstania zatoru i okrutnej śmierci, wprowadzano także więźniom do nerek końską urynę.

ZACIERANIE ŚLADÓW

            Nie przejawiając żadnych wyrzutów sumienia, Ishii sporządzał regularne raporty ze swoich badań, które krążyły wśród japońskich lekarzy i naukowców. Twierdzono w nich, że eksperymenty przeprowadzone zostały na małpach, jednak tajemnicą było to, że tak naprawdę przedmiotem testów byli ludzie. Pod koniec wojny Ishii – który do tego czasu zdążył dosłużyć się szlif generalskich – zobowiązał swoich podwładnych do milczenia. Pingfan i inne obozy zostały zniszczone, a Ishii i jego podwładni potajemnie wrócili do Japonii. Działalność Oddziału 731 miała zostać zatajona przed opinią publiczną.
            Jednak pomimo podjętych przez Ishii środków ostrożności, wywiad aliancki dysponował aktami czołowych japońskich mikrobiologów. Amerykanie zdawali sobie sprawę z tego, że w kwestii rozwoju broni biologicznej znajdują się daleko w tyle za Japończykami, a amerykańscy stratedzy potrafili docenić możliwości tego typu broni, która mogła być potajemnie dostarczona w rejon działań wojennych. Tak zresztą wielokrotnie postępował sam Ishii, w Chinach i w innych miejscach. Nic więc dziwnego, że alianci za wszelką cenę pragnęli zaznajomić się z rezultatami jego badań. Szczególnie interesowały ich materiały z eksperymentów na ludziach. Dane na temat takich badań, które w krajach zachodnich na pewno spotkałyby się z ostrym sprzeciwem, traktowano więc jak przysłowiowe perły w koronie. Pod koniec wojny naukowcy z Fort Detrick w Maryland – tajnego laboratorium amerykańskiego – prześcigali się w uzyskaniu zeznań japońskich laborantów, nie wykazując przy tym większych wahań natury moralnej.

TAJEMNICA TAJEMNIC

            Po zaznajomieniu się z faktami wywiad przesłał do Departamentu Wojny w Waszyngtonie lakoniczny telegram informujący, że „zebrane informacje prowadzą do konkluzji, że japońska grupa badawcza pod kierownictwem Ishii pogwałciła przyjęte zasady prowadzenia działań wojennych”. W telegramie można było również przeczytać: „Taka opinia nie jest jednak wnioskiem o podjęcie działań mających na celu osądzenie i ukaranie członków grupy”.
            Pragnąc nie dopuścić do dostania się wyników eksperymentów w ręce Rosjan, Amerykanie dogadali się z Japończykami. Była tylko jedna przeszkoda. Powracający alianccy jeńcy wojenni opowiadali o okrutnych eksperymentach, jakim byli poddawani. Gdyby opowieści te przedostały się do prasy, opinia publiczna domagałaby się ukarania winnych. Pozostało więc tylko jedno wyjście – utajnienie.

Zbrodnie ODDZIAŁU 731


            Oskarżyciele w czasie tokijskiego procesu zbrodniarzy wojennych poinstruowani zostali, by ich śledztwa nie były zbyt dociekliwe. Jeńcy wojenni zostali pod przysięgą zobowiązani do milczenia. Do 1948 roku wszystkim członkom Oddziału 731 zaoferowano bezkarność w zamian za współpracę i udostępnienie danych. W ten sposób jedna z największych zbrodni na ludzkości została zatuszowana i musiało upłynąć 40 lat, aby dowiedział się o niej cały świat. Wraz z odkryciem ciał w Tokio, przerażająca historia ujrzała wreszcie światło dzienne, a byli żołnierze alianccy mogli zacząć głośno mówić o gehennie, jaką przeszli.

OFICJALNE DOCHODZENIE

            Były jeniec wojenny Frank James swoimi wspomnieniami podzielił się z komisją Izby Reprezentantów amerykańskiego Kongresu. „Byliśmy zwykłymi pionkami”,  stwierdził , „od początku wiedzieliśmy o utajnieniu sprawy.” Kolejny więzień, Max McClain, pamięta, jak stał w kolejce po zastrzyk razem ze swoim kolegą Georgem Hayesem. Dwa dni później Hayes czuł się potwornie. Jeszcze tego samego wieczora dokonano sekcji zwłok Hayesa. Przesłuchanie w Izbie Reprezentantów trwało tylko pół dnia. Jedynie 200 ocalałych otrzymało zgodę na złożenie zeznań. Główny archiwista armii amerykańskiej poinformował, że wszystkie dokumenty dostarczone przez Ishii zostały odesłane z powrotem do Japonii w latach pięćdziesiątych. Nikt nawet nie starał się ich skopiować.
W celu uniknięcia kłopotliwej sytuacji, rządy USA i Japonii zaprzeczyły, że okrucieństwa te miały jakiekolwiek miejsce. Jednak pewne fakty przedostały się do opinii publicznej, na przykład treść dokumentu pochodzącego z kwatery generała MacArthura, stwierdzającego, że śledztwo w sprawie Oddziału 731 było kierowane bezpośrednio przez szefów personelu armii USA. W dokumencie tym były zapiski: „niezbędne jest zachowanie ścisłej tajemnicy w celu ochrony interesów USA i uniknięcia kłopotliwej sytuacji”. Jednak utrzymanie tajemnicy stało się ostatecznie niemożliwe, a w 1993 roku sekretarz obrony USA, pod naciskiem opinii publicznej, obiecał odtajnienie materiałów dotyczących eksperymentów z bronią biologiczną prowadzonych w czasie II wojny światowej.

DZIEDZICTWO

            Wielu z tych, którzy byli zaangażowani w eksperymenty na ludziach, po wojnie stało się szanowanymi członkami japońskiego społeczeństwa. Jeden z członków zespołu zajmującego się eksperymentami nad wytrzymałością na zimno stał się ważną osobistością przemysłu mrożonek. Sam Shiro Ishii zmarł w 1959 roku, nie okazując jakichkolwiek wyrzutów sumienia. Oprócz informacji na temat broni biologicznej, Ishii zostawił aliantom w spadku jeszcze jedną rzecz. Akceptacja wyników jego badań oznaczała, że eksperymenty na ludziach przestały być kwestią tabu. To właśnie taka zmiana nastawienia doprowadziła do tego, że obywatele amerykańscy i brytyjscy po raz kolejny mieli stać się królikami doświadczalnymi, tym razem wykorzystanymi przez ich własne rządy i w ich własnych krajach.

SHIRO ISHII

SHIRO ISHII


            Od początku wiadomo było, że Shiro Ishii zajdzie w wojsku bardzo wysoko. Jego talent naukowy i osobowość zjednały mu popleczników wśród japońskiego establishmentu wojskowego. Prywatnie był kobieciarzem, słynął ze swoich całonocnych libacji, a w tokijskich domach publicznych znana była wszystkim jego skłonność do nastoletnich dziewcząt. Nie wiadomo, jak udało mu się sfinansować te „zabawy” z pensji młodszego oficera, później jednak Ishii wzbogacił się, pobierając łapówki od wykonawców budujących i wyposażających jego obozy. Określa się go mianem „ojca japońskiej broni biologicznej”, a jego najsłynniejsze powiedzenie brzmiało: „broń biologiczna musi posiadać wyjątkowe możliwości, inaczej nie zostałaby zakazana przez Ligę Narodów”.

ŚWIADEK

Toshimi Misibishi był członkiem Oddziału 731 i przeprowadzał eksperymenty na ludziach. Jako jeden z niewielu otwarcie się do tego przyznał.
„Robiłem nacięcie w szyi, a następnie ciągnąłem do żołądka. Z początku krzyczeli (…), zwykle mijało kilka minut, zanim tracili przytomność.Za pierwszym razem wahałem się, za drugim było dużo łatwiej, za trzecim razem sam zgłosiłem się na ochotnika. Musicie zrozumieć nasz punkt widzenia – „pnie” były tam w celach eksperymentalnych, tylko tak ich postrzegaliśmy. Jestem dumny z tego, że brałem udział w pracach Oddziału. Był to pierwszy zespół na świecie wykorzystujący biologię w celach militarnych.”

FAKTY

            W dzielnicy Kanada na peryferiach Tokio znajdują się liczne antykwariaty. To właśnie w jednym z nich w 1984 r. student szperający w wyrzuconych przez byłego oficera papierach natknął się na ślad Oddziału 731. Dokumenty szczegółowo opisywały przebieg niektórych śmiertelnych chorób, od momentu zarażenia aż do samej śmierci. Jeden z rysunków przedstawiał 21 ofiar przywiązanych do pali porozstawianych na obwodach koncentrycznych kręgów. Opis rysunku wyjaśniał, że w środku okręgu zdetonowana została bomba biologiczna, co miało na celu ustalenie zasięgu działania tego typu broni. Interpretacja była jedna: doświadczenia na ludziach. Jedna z największych tajemnic II wojny światowej przez przypadek wyszła na jaw.
Arthur Christie, szeregowy armii brytyjskiej, który był świadkiem eksperymentów biologicznych na ludziach, uważa, że kolejne rządy jego kraju nie chciały przyjąć do wiadomości informacji w tej sprawie. Jego liczne listy nie zainteresowały zbytnio wysokich urzędników państwowych. W odpowiedzi z ministerstwa obrony z 12 grudnia 1986 roku Christie przeczytał: „Ciągle nie mamy żadnych dowodów potwierdzających podejrzenia, że Japończycy eksperymentowali na aliantach w Mukden, ani tego, że istnieje zmowa milczenia mająca na celu ukrycie prawdy na ten temat.”
Rok później, w kolejnym liście ministerstwo przyznało, że Oddział 731 przeprowadzał eksperymenty biologiczne w Pingfan, jednak nie ma dowodów „świadczących o tym, że podobne rzeczy miały miejsce w Mukden”.


Według źródła FAKTOR X